czwartek, 8 stycznia 2009

Victor Deme


Victor Deme, podobnie jak Bako Dagnon, musiał poczekać na swój pierwszy album i sukcesy poza krajem. Ten pochodzący z rodu Mandinga muzyk, przebył długą drogę, nie tylko geograficznie, czy czasowo, ale zawodowo. Dziedzictwo muzyczne zyskał dzięki matce, która była griotem w miejscowości Bobo Dioulasso (zachodnia część Burkina Faso), gdzie udzielała swojego talentu na chrztach i weselach. Tym jednak, czym zarabiał na życie przez pewien czas było krawiectwo, które było dziedzicznym zawodem po stronie jego ojca i calej jego rodziny. Ten dał mu zajęcie i zarobek w swojej pracowni w Abidjan (Wybrzeże Kości Słoniowej ). W tym mieście rozpoczął również swoje siły w muzyce i tak po pracy wpadał do nocnych klubów, gdzie śpiewał z małymi zespołami, z którymi wypracował sobie reputację i pozycję. Do Burkina Faso powrócił po przewrocie narodowym w 1987 dokonanym przez Thomasa Sankara, który stworzył tym samym dobry grunt do promowania kultury tego regionu. Dla naszego bohatera to czas pierwszych sukcesów, które dają mu wygrane konkursy, a dobrze sytuowane zespoły przyjmują go w swoje szeregi takie jak Echo de l'Africa i Suprême Comenba. To jest dobry czas dla niego i jego tożsamości muzycznej, która była jednak zaburzana prozą życia, gdyż kluby najchętniej zamawiały muzykę twórców malijskich, takich jak Salif Keita czy Mory Kante. Można powiedzieć że upłynęło sporo czasu na chałturach zanim zobaczył go Camille Louvel menger clubu Ouagajungle, który dał mu możliwość grać kilka razy w miesiącu swoją twórczość, dając przy tym zarobić parę groszy. W 2007 roku przy pomocy dziennikarza Davida Commeillasa i działaczy Soundicatel, którzy założyli wytwórnie płytową Chapa Blues Records, Victor wszedł do studia i tak w wieku 46 lat nagrał pierwszy album.

Ten album to podróż przez krainę bluesa, ballad Mandinga, wpływów latynoskich, salsy i flamenco.

Victor Deme - Djon Maya

Brak komentarzy: